Gazeta Wyborcza Wrocław - 09.04.2001 "Studio Pustki"

Pustki "Studio Pustki"
Gdyby "Wojnę domową" wyreżyserował jakiś wyluzowany nowojorczyk, to pamiętny odcinek z konkursem piosenki wyglądałby zupełnie inaczej. Miejsce słynnego hitu z refrenem "Tak mi źle, tak mi szaro" zajęłoby wówczas "Everybody Must Get Stoned" w wykonaniu stołecznej formacji Pustki. Tyle tylko, że muzycy owego ansamblu urodzili się grubo po kosmicznej przygodzie Gagarina, a ich debiutancki krążek naprawdę został nagrany w XXI wieku.

"Studio Pustki" od początku do końca brzmi jak cudem odnaleziony muzyczny szkic nieopierzonych rockandrollowców z lat 60. Piątka młodych ludzi zafundowała nam powrót do korzeni surowego, gitarowego rocka, zwłaszcza tego zza Atlantyku, którego rozpoznawczym znakiem jakości wciąż pozostaje Iggy Pop i Velvet Underground. Pustkom należą się podwójne brawa. Po pierwsze: archaizacja i stylizowanie ich prostych piosenek na garażową modłę wypadły na medal. Po wtóre zaś, trzy i pół dekady temu nasi rodzimi bigbitowcy, ślepo zapatrzeni w grzecznych Beatlesów, byli przeważnie więźniami łagodnych melodii i zwiewnych harmonii. A tu proszę: warszawski kwintet postanowił nadrobić wieloletnie zaległości, buszując po krainie niepokornych, zahaczających o dysonans dźwięków. I sztuka ta udała się im wybornie.

Cały album właściwie mógłby służyć jako brakujące ogniwo w historii polskiego rocka. Nie przypominam sobie bowiem grupy, która nagrałaby nad Wisłą w tamtych czasach podobnie improwizowane, pachnące wczesnym punkiem kompozycje. Z Pustek byliby też zadowoleni ówcześni kaowcy, uparcie lansujący hasło "Polska młodzież śpiewa polskie piosenki". Oprócz wspomnianego przeboju na płycie znajdziemy intrygującą przypowieść o patyczakach, jak i bezpretensjonalnie wyrecytowany fragment "Jesieni" Brunona Schulza na tle lekko rozedrganego perkusyjno-gitarowego dialogu. Po pierwszym przesłuchaniu zapada też od razu w pamięć efektowna i świeża wersja "Świętego szczytu" Kryzysu, znana już słuchaczom Radiostacji. Do tego stylowa okładka i gustowne, "tekturowe" opakowanie krążka.

Nie ma co... Najpierw Kobiety i Robotobibok, potem Ścianka, a teraz Pustki. I niech mi ktoś powie, że w polskim rocku nuda, panie, i nic się nie dzieje!
     ADAM WIATR
powrót..