Gazeta Stołeczna "Portret zespołu Pustki"

 "Portret zespołu Pustki"
W ich graniu nie ma żadnej ideologii. - Nasza muzyka nie jest przejawem buntu pokoleniowego. Wynika z potrzeby tworzenia - mówią członkowie zespołu Pustki.

Pustki to tajemnicze pomieszczenie w domu państwa Łukasiewiczów, czyli rodziców Radka i Mileny. - To taka komórka, mały magazynek przy naszym domu w Ostrówku, dokąd wynosiliśmy niepotrzebne rzeczy. Rodzice mówili na to pustki. W pewnym momencie wszystko stamtąd wynieśliśmy i się tam zagnieździliśmy. Zostawiliśmy tylko instrumenty i graliśmy sobie. Nazwa zespołu nasunęła się sama - opowiada Milena Łukasiewicz. - Bez żadnej dodatkowej ideologii - komentuje Janek Piętka. Zespół nie ma lidera, choć można powiedzieć, że przewodzi Radek. - Ja jestem raczej matką, a nie szefem. Ktoś musi przecież podać swój telefon, załatwiać koncerty - tłumaczy.

     Zaczęło się w podstawówce
Wszyscy, oprócz perkusisty Grzegorza Śluza, który do zespołu doszedł niedawno, mieszkają w Ostrówku pod Warszawą. Choć na co dzień żyją w stolicy, wcale nie mają zamiaru wyprowadzać się z Ostrówka. - To wystarczająco blisko, żeby dojeżdżać, a tak naprawdę żyć w zupełnie innym świecie - twierdzą.
Mają po około 20 lat. Milena uczy się w trzeciej klasie liceum Batorego. Poszła w ślady brata, który rok temu zdał w tej szkole maturę, a obecnie studiuje lingwistykę stosowaną na Uniwersytecie Warszawskim. W przyszłości marzy mu się praca tłumacza kabinowego. - To bardzo fajne zajęcie, tylko umiera się po trzydziestce - śmieje się Radek. Janek Piętka (gitara basowa, wokalista) też skończył Batorego. Teraz studiuje w Radomiu wychowanie plastyczne. Wcześniej próbował dostać się na ASP.
Na pozór są tacy sami jak ich rówieśnicy. Od innych odróżnia ich bezwarunkowa miłość do grania. Radek i Janek jeszcze w podstawówce założyli zespół Larvix. Pierwszy koncert zagrali dla rodziców w ogródku przed domem Janka. Wtedy to była zabawa. Teraz czują, że robią muzykę na poważnie. "Oficjalnie" działają od sierpnia 1999 roku. Zagrali już pięć koncertów, między innymi w Remoncie i w Centrum Sztuki Współczesnej w ramach cyklu "Muzyka Młodych". W marcu dołączył do nich Daniel Pigoński. Jest najstarszy - ma 24 lata.

     Muzyka niemodna?
Nie wydali jeszcze żadnej płyty. Na razie mają demo z ośmioma piosenkami. Wszystkie powstały w sierpniu 1999 roku i zostały zarejestrowane w pustkach we wrześniu. - To nasze pierwsze osiem kawałków. Nagrali nas nasi koledzy, którzy kiedyś mieli zespół Annalist, a teraz zajęli się nagrywaniem innych - mówi Radek. Na płycie jest jeden anglojęzyczny utwór, o tytule zaczerpniętym z Boba Dylana "Everybody Must Get Stoned". Kiedy rozbrzmiewają pierwsze takty, od razu nasuwa się skojarzenie z muzyką lat 60. Bo tak też jest. Jako swoich mistrzów wymieniają zespoły The Velvet Underground, The Beatles, The Stooges, Joy Division.
- Kiedy zaczynasz dziś grać tzw. muzykę rozrywkową, to jesteś przygnieciony bagażem doświadczeń muzycznych sprzed czterech pokoleń. Chodzi o to, że jeśli chcesz robić muzykę, to starasz się nie powtarzać tego, co już było, ale jednocześnie korzystasz z tego, co już powstało - wyjaśnia Jan Piętka. Ich sposobem na "to, co już było" jest próba wydobycia z tradycyjnej formy kompozycji "maksimum nowych wrażeń". - Ale nie jest to próba osiągnięcia oryginalności za wszelką cenę - zastrzegają. Inspiruje ich muzyka improwizowana, surowa, określana czasem mianem garażowej. Nagrywana bez użycia olbrzymich nakładów i kosztów.
- Niektórzy potrzebują 24-bitowego magnetofonu cyfrowego. My staramy się być raczej wierni brzmieniom analogowym. Nie spoufalamy się z techniką cyfrową - opowiada Radek. Ich twórczość trudno zakwalifikować do jakiegokolwiek z modnych obecnie nurtów. Można zaryzykować twierdzenie, że ich muzyka jest wręcz niemodna. - Robimy prostą muzykę. Co nie znaczy, że prostacką. Nasza muzyka jest prosta z założenia, ale jednocześnie konceptualna - mówi Radek. Słowa nie mają w ich piosenkach większego znaczenia. Twierdzą, że na tym etapie to jeszcze za wcześnie. Na razie "kręci" ich sarno granie, dlatego część utworów na płycie demo to kawałki tylko instrumentalne. - Muzyka to podstawa, 99 procent. Słowa powstają później - mówi Grzesiek Śluz.

     Czujemy się artystami
Jak mówią, grają z samej potrzeby grania. Tylko jeden członek zespołu, perkusista Grzegorz Śluz uczy się w szkole muzycznej. Reszta to samouki. Radek twierdzi, że od ósmej klasy podstawówki robił wszystko, żeby grać. - W pewnym momencie zauważyłem, że moje zainteresowanie tą dziedziną jest dużo większe niż innymi - tłumaczy Radek Łukasiewicz. Gra na gitarze elektrycznej, czasem śpiewa. Jego siostra Milena gra na przeszkadzajkach. Ich dotychczasowe sukcesy to pierwsze miejsce utworu "Pan wita" na "Innej liście" w Radiostacji - jak to określają - "ciągła działalność koncertowa". Teraz ich marzeniem jest wydanie płyty, i to, żeby rozwijać się muzycznie. Czy czują się artystami? - Artysta to osoba, która więcej widzi i słyszy. Jest po prostu bardziej wrażliwa. Jeśli rozpatrywać to w tym kontekście, to tak, czujemy się artystami - głośno zastanawia się Grzegorz Śluz. - Przecież koszenie trawy też może być sztuką. Pod warunkiem, że robi się to w odpowiedni sposób - dodaje Radek.
     Eliza Durka
powrót..