City Magazine - listopad 2000 "Pustki z Pustek"

"Pustki z Pustek"
Zespół Pustki nie ma jeszcze na koncie wydanej płyty, a już stał się najgoręcej przyjmowanym debiutantem mijającego roku. Dziennikarze i wydawcy okazali się bardziej zainteresowani zespołem niż zespół nimi. Na rodzimym rynku to sytuacja wyjątkowa. Więcej jest takich "wyjątkowości" wokół Pustek.

Grupę tworzą cztery osoby - jedna mieszka w Warszawie, jedna w Milanówku, zaś dwie pozostałe w Ostrówku, blisko Wołomina, jakieś 30 kilometrów od stolicy. Ostrówek uczynili centrum swojej działalności i nie wyobrażają sobie, by mogli grać gdzie indziej. Tam mieszczą się Pustki. "Stałe miejsce jest niezbędne, gdy chce się stworzyć własne brzmienie - mówi gitarzysta zespołu, Radek. - Chcemy mieć wolną rękę i dużo czasu, zatem pracujemy w Pustkach. To nasza sala prób, która na czas sesji zmienia się w studio." "Kiedy przyjeżdżam tu na próby, czuję się, jakbym przyjechał na wakacje" - mówi Grzegorz, jedyny warszawiak w zespole. "Nie dość, że mieszkamy na przedmieściach Warszawy, to jeszcze na peryferiach Ostrówka - śmieje się Radek. - Mój dom otoczony jest łąkami, a nasz basista, Janek, mieszka na skraju lasu. Chłopaki przyjeżdżają do nas na cały weekend, nocują, zostają na dwa dni, to dużo znaczy dla atmosfery w zespole."
"Ten klimat dużo wnosi. Tekst 'Bruno' na pewno nie zaistniałby, gdybyśmy mieli próby gdzie indziej" - dodaje Grzegorz. "Bruno" to utwór będący improwizacją wokół opowiadania "Jesień" Brunona Schultza.
Co za zaskakująca zbieżność. Proza Schultza inspirowała w latach 90. także trójmiejską Ściankę i bygdoskie Trytony. Skromny, introwertyczny wizjoner, który siłą wyobraźni zmieniał swoje szare otocznie w centrum magicznego wszechświata, pasuje na patrona muzyki alternatywnej. Niezauważany przez media, marginalizowany na rynku underground nigdy w minionej dekadzie nie działał w tak niesprzyjających warunkach jak teraz. Siłę przetrwania daje wyłącznie praca dla własnej satysfakcji.

     Stuprocentowa pewność
"Bruno" i kilka innych utworów Pustek złożyły się na pierwsze demo Pustek trwające niespełna pół godziny. Zespół zarejestrował je we wrześniu 1999 roku, po zaledwie sześciu tygodniach wspólnego grania. Nie mieli wtedy więcej materiału.
"To demo traktowaliśmy jak zabawę - wspomina Radek. - chcieliśmy koniecznie coś nagrać, zanim zacznie się rok akademicki, lecz raczej dla siebie, do szuflady. Najlepszy dowód to fakt, że ten materiał zdecydowaliśmy się pokazać komuś z poza przyjaciół dopiero gdzieś koło Bożego Narodzenia. Usłyszał go wtedy Bartek Chaciński, z 'Machiny', któremu na tyle spodobała się nasza muzyka, że przedstawił ją innym dziennikarzom." Znaleźli się w rubryce "Nadzieje" magazynu "Machina", w połowie roku przez kilka miesięcy okupowali pierwszą trójką undergroundowej "Innej listy" w Radiostacji, trafili na kompilacyjną kasetę "Promocja nicości" dołączoną do pisma "Lampa i Iskra Boża", ostatnio zostali zaproszeni do udziału w kolejnej edycji przeglądu "Nowe Twarze", organizowanego przez klub Proxima i magazyn internetowy "XL".
Dopiero po medialnym zamieszaniu zdecydowali się pokazać demo w wytwórniach płytowych. Antena Krzyku, najbardziej markowa z polskich wytwórni niezależnych, zaproponowała im wydanie materiału od ręki. Zainteresowanie przejawiało także Biodro Tymona Tymańskiego. "Stwierdziliśmy, że to za wcześnie -komentują Pustki. - ten materiał nie do końca był dla nas reprezentatywny. Swego debiutu musimy być pewni w 100 procentach."

     Autentyczność na marginesie
Co takiego ujmującego było w tej pierwszej muzyce Pustek? Kieruje się ona całkowicie pod prąd modnych trendów końca lat 90. Odwołuje się wprost do garażowej, prepunkowej muzyki 60. - z Velvet Underground oraz The Stooges na czele. Czerpie z niej to, co było najpiękniejsze w czasach nieokiełznanej, dzikiej młodości rocka - żrącą, surową energię, bezpretensjonalną prostotę, nieupozowaną szczerość. "To, co działo się w rocku później było plastikowe - mówi Radek. - Pewnym zrywem były 'prawdziwe zespoły grunge', ale to i tak głównie na zasadzie nawiązań do przeszłości. Grupy, które dziś mówią o sobie, że grają ostro czy ciężko - choćby pompatyczny Korn - jak dla mnie, nigdy nie uzyskały zadziorności przesterowanego Velvet Underground. W tym, co dzieje się obecnie, nie ma odrobiny realizmu, zespoły kryją się za produkcją i techniką, a ci artyści, którzy chcą pokazać autentycznych siebie, są spychani na margines. Zdając sobie z tego sprawę, wysyłanie demo do dużych uznaliśmy za marnowanie kaset."
Co ciekawe, muzycy Pustek, mówiąc iż nie potrafią się identyfikować z kulturą lat 90., nie traktują garażowych brzmień lat 60. jako kanonu z przeszłości, to dla nich żywa jakość. "To brzmienie wydaje nam się po prostu bardzo plastyczne, bardzo prawdziwe - mówi Grzegorz. - Jest odbiciem tego, czego słuchamy. Jest środkiem wyrazu, który pasuje do naszej wrażliwości: przesterowania, surowa gitara, a nie pętle i sample." "Wśród naszych rówieśników byli tacy, którzy nigdy nie słyszeli Velvetów i twierdzili, że brzmimy nowatorsko - dodaje Radek. - To duże szczęście, że się spotkaliśmy. Wcześniej próbowałem założył grupę, szukając muzyków z ogłoszenia, ale ciężko znaleźć odpowiednich ludzi. Odkąd pamiętam, wszyscy młodzi muzycy z Warszawy chcą grać jak Led Zeppelin lub Iron Maiden, no, powiedzmy, że ostatnio na wieszanych w sklepach ogłoszeniach pojawia się nazwa Korn. Nowym, popularnym trendem jest też granie pubowe."

     Debiut 2001?
Zagrali tylko kilka koncertów, wspominają je jako punkowe. Twierdzą, że dopiero teraz grają muzykę, która jest reprezentatywna dla ich zamierzeń, muzykę w której coraz istotniejszą rolę odgrywa improwizacja. Tradycyjnie już - we wrześniu, metodą 100 procent na żywo - nagrali materiał na pierwszy album. Przez nieuwagę realizatora taśma została zniszczona. Na przełomie października i listopada powtarzają sesję. Można mieć nadzieję, że w chwili kiedy czytacie te słowa, powstaje muzyka z płytowego debiutu roku 2001.
     Rafał Księżyk
powrót..